Upadłość farm wiatrowych – czy to już rzeczywistość?

Zmiany na gorsze

Rok temu, po wejściu w życie nowych regulacji energetyki wiatrowej, wróżono gwałtowne załamanie rynku i lawinę upadłości farm wiatrowych. Czas zweryfikował zasadność obaw inwestorów.

W połowie ubiegłego roku weszły w życie zmiany dotyczące energetyki wiatrowej. Z jednej strony znacząco, bo aż trzykrotnie wzrosła kwota podatku od nieruchomości płaconego za wiatrak. Kwota zobowiązania podatkowego wyliczana jest teraz od wartości całej budowli, również od niebranego wcześniej pod uwagę generatora. Jego wysoka wartość znacznie zwiększa wysokość podatku. Dalej, wprowadzona została dodatkowa opłata na rzecz urzędu dozoru technicznego. Z drugiej strony, od dłuższego czasu znacząco spadają zielonych certyfikatów, które otrzymują właściciele farm za wytworzoną energię. Wszystko to czyni farmy wiatrowe interesem, który generuje raczej straty niż zyski.

Co więcej, przyszła farma wiatrowa nie może być zlokalizowana przy zabudowaniach w promieniu mniejszym niż dziesięciokrotna wysokość całej turbiny (w praktyce – promień od 1,5 do 2 km.). De facto niweczy to prawie wszystkie inwestycje w tym zakresie.

Spodziewany krach farm wiatrowych

Rok temu, gdy zmiany w prawie wchodziły w życie wieszczono krach na rynku zielonej energii. Czekano jedynie na czas, w którym masowo pojawiać się będą wnioski o upadłość. Wskazywano na spore problemy z możliwością naprawy sytuacji finansowej farm. W większości są one prowadzone w formie spółek celowych, których jedynym przychodem jest kwota ze sprzedaży energii jaką farma wyprodukuje oraz cena ze sprzedaży zielonych certyfikatów. Sama farma wiatrowa to inwestycja długoterminowa i wymagająca sporych nakładów. W fazie początkowej inwestycje prawie zawsze finansowane są przez banki w formie kredytu. Nagłe zwiększenie kosztów sprawia, że do inwestycji trzeba dopłacać.

Ta sytuacja sprawiała, że spodziewano się lawiny upadłości farm wiatrowych. Upadłości, a nie restrukturyzacji, gdyż jedynym liczącym się wierzycielem przeciętnej farmy jest bank, który udzielił kredytu na całą inwestycję. Co zatem można byłoby restrukturyzować gdy wiadomo, że biznes staje się nieopłacalny? Dodatkowo, w razie upadłości drobniejsi wierzyciele, jak np. rolnicy dzierżawiący pola pod wiatraki nie zostaliby zapewne zaspokojeni nawet w drobnej części.

Problemy – tak, upadłości – nie

Patrząc z perspektywy roku, widać, że wcale nie doszło do realizacji tak czarnego scenariusza. Owszem, farmy wiatrowe przynoszą straty, lecz banki w zdecydowanej większości zdecydowały się na rozłożenie wierzytelności na dłuższy czas oraz inne formy umożliwiające przetrwanie farm wiatrowych i doczekanie do zmiany obecnej sytuacji prawnej. Co do upadłości, wskazać można np. na upadłość Farmy Wiatrowej Lelów sp. z o.o. oraz Farmy Wiatrowej Golina sp. z o.o. ogłoszonych w połowie lipca bieżącego roku. Można mieć nadzieję, że pozostałe farmy skorzystają z innych możliwości restrukturyzacji i unikną ogłoszenia upadłości.

Przyczyną faktu, że upadłości farm wiatrowych nie są tak bardzo widoczne w rejestrach sądowych, są również inne starania podejmowane przez wspólników i właścicieli. Przykładem takich działań jest sprzedaż udziałów na rzecz innych podmiotów (w tym zagranicznych) i niekiedy demontaż istniejących instalacji.

 

 

Nia ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *